Nyhetsinnsamler

Kserokopia #37 (17 maja – 2 czerwca)

European Open EDU Policy Project -

W tym numerze Kserokopii zachęcamy do zapoznania się z naszym stanowiskiem w sprawie wolności panoramy i prawa pokrewnego wydawców, akcją Copyfails o tym, jak prawo autorskie nie działa i tekstem odpowiadającym na pytanie, dlaczego mechaniczna analiza danych jest tak ważna. Piszemy również o braku działania Światowej Organizacji Właśności Intelektualnej na rzecz dostosowania prawa autorskiego do potrzeb edukacyjnych, przejęciu bazy SSRN przez wydawnictwo Elsevier i o ciekawych wyrokach ze Stanów Zjednoczonych i Niemiec.

Prawo pokrewne wydawców i wolność panoramy

Wraz z innymi organizacjami i instytucjami (Wikimedia Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO), Fundacja Culture Shock, Fundacja Humanites, Internet Society, Instytut Kultury Miejskiej, Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie, Stowarzyszenie Muzeów Uczelnianych) przedstawiliśmy swoje stanowisko w konsultacjach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotyczących prawa panoramy i prawa pokrewnego wydawców. Chcemy, żeby projekty takie jak Wikipedia nadal działały i aby każdy mógł publikować zdjęcia z wakacji. Powiedzieliśmy TAK prawu panoramy. Chcemy, żeby internet nadal oparty był na wymianie linków, agregaty informacji istniały i żeby bez obaw można było polecać swoje ulubione artykuły znajomym przez portale społecznościowe. Powiedzieliśmy NIE prawu pokrewnemu wydawców.

 

Best case scenarios for copyright

Prawo autorskie miało wspierać kreatywność, ale obecnie jest to przestarzały, skomplikowany system, którego stosowanie nieraz zagraża użytkownikom. Na szczęście są sposoby, żeby prawo autorskie naprawić, a unikalną do tego okazją jest jego planowana reforma w UE. Komisja Europejska powinna przyjrzeć się najlepszym praktykom stosowanym w państwach członkowskich i włączyć je do reformy na poziomie wspólnotowym. Stowarzyszenie Communia prezentuje 4 najlepsze wyjątki prawa autorskiego, które powinny ułatwiać dostęp do kultury i edukacji obywatelom w całej Europie. 

Wiele regulacji dotyczących prawa autorskiego po prostu nie działa

We wrześniu Komisja Europejska ma przedstawić pakiet dotyczący reformy prawa autorskiego w Unii Europejskiej. European Digital Rights initiative postanowiła zebrać dowody na to, że obecnie funkcjonujące ramy prawne się nie sprawdzają. W ramach serii Copyfails zidentyfikowali 9 obszarów, które wymagają reformy – zachęcamy do zapoznania się z ich materiałami.

 

WIPO a dozwolony użytek edukacyjny

Od lat na forum Światowej Organizacji Własności Intelektualnej trwa dyskusja na temat wprowadzenia obowiązkowego dozwolonego użytku edukacyjnego w prawie autorskim. Niestety, do tej pory śledzimy jedynie debatę, a brakuje konkretnych rozwiązań. O oczekiwaniach wobec WIPO pisze Timothy Vollmer na blogu “Copyright untangled”.

 

Maszynowa analiza danych (TDM) kluczem do sukcesu

Otwarte dane i big data to potencjał sam w sobie. Jednak aby w pełni go wykorzystać, potrzebujemy maszynowej analizy danych i tekstu. Dopiero wtedy możemy korzystać z „actionable intelligence” – pisze Jan Strycharz na blogu FutureTDM.

 

Elsevier kupił SSRN – co to dla nas oznacza?

SSRN, największa baza otwartych tekstów naukowych, została kupiona przez wydawnictwo Elsevier, które prezentuje skrajnie odmienne podejście do otwartości w nauce. O tym, co to znaczy dla środowiska naukowego i w jaki sposób podmioty finansujące naukę są odpowiedzialne za otwartość, przeczytacie na blogu Sauropod Vertebra Picture of the Week

 

Wolność artystyczna a własność intelektualna

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny orzekł ostatnio, że prawo autorskie nie zawsze jest ważniejsze niż wolność artystyczna. Trybunał stwierdził, że wykorzystywanie “sampli” (wycinków utworów) jest dopuszczalne ze względu na wolność artystyczną twórcy, których z nich korzysta – nawet jeśli samo korzystanie z wycinków narusza prawo autorskie twórcy utworu oryginalnego. Więcej o sprawie pisze ArsTechnicaIPKat.

 

Zdjęcia z portalu Kancelarii Prezydenta

Zdjęcia udostępniane przez Kancelarię Prezydenta można wykorzystywać w bardzo ograniczony sposób – urzędnicy odmawiają korzystania z otwartych licencji w obawie o “powagę urzędu”. Marcin Maj z Dziennika Internautów podjął w tej sprawie interwencję.Nic nie wskazuje jednak na to, żebyśmy mogli w niedługim czasie korzystać ze zdjęć powstałych za pieniądze podatników.

 

Oracle v. Google

W ostatnich tygodniach opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych żyła procesem Oracle vs. Google. Po ciągnącej się 6 lat batalii między Google a Oracle o legalność użycia API Javy w Androidzie w końcu zapadła decyzja, która pozwoliła Google odetchnąć z ulgą. Sąd orzekł, że Google wykorzystując zamknięte API Javy w Androidzie nie naruszyło praw autorskich Oracle, traktując to jako ,,dozwolony użytek”. Więcej o sprawie pisze Electronic Frontier Foundation, Guardian, RzeczpospolitaArsTechnica.

  Parodia jako oręż polityczny

Spot parodiujący „Wiadomości” TVP 1, przygotowany przez satyryka Jacka Fedorowicza i wyświetlony przez Nowoczesną na Skwerze Wolnego Słowa, skrytykowała szefowa „Wiadomości” Marzena Paczuska. Partia polityczna odpowiedziała, że taki rodzaj twórczości jest zgodny z prawem autorskim jako parodia. O sprawie pisze Gazeta Wyborcza.

Ofrer personvern og grunnleggende demokratiske rettigheter i kampen mot terror!

GoOpen.no -

Denne uken leverte Lysne II-utvalget sine anbefaler til regjeringen om å innføre full overvåking av datatrafikken inn og ut av Norge. Dette er et tiltak som representerer et betydelig inngrep i enkeltmenneskers privatliv, samtidig som det vil kunne få store samfunnsmessige konsekvenser. Skulle forslagene i rapporten bli vedtatt, mener jeg vi vil være vitne til at våre digitalt inkompetente politikere ofrer personvern og grunnleggende demokratiske rettigheter i kampen mot terror.

Dramatisk skifte

Uavhengig av det endelige utfallet av forslaget fra Lysne-utvalget, har vi de siste årene sett en dramatisk endring i den politiske viljen til å ofre personvernet gjennom overvåkning av mennesker som i utgangspunktet ikke er mistenkt for å ha gjort noe straffbart. Internasjonalt har vi sett mange eksempler på misbruk av etterretningsinformasjon og eksempler på at de som utøver overvåkning på ingen måte overholder de lover og regler som er definert for å begrense skadevirkningene. Vi må også kunne stille spørsmål om de politiske organene som skal ha oppsyn med for eksempel E-tjenesten faktisk har tilstrekkelig kompetanse. Rapporten stadfester at E-tjenesten sitter med ledende eksperter på sikkerhet og overvåking. Jeg tillater meg altså å stille spørsmålet om Stortingets kontrollorganene har den samme kompetansen.

Hvor går grensen?

Det blir helt avgjørende at vi får en åpen debatt om disse spørsmålene, og vi må i langt større grad enn Lysne-utvalget gjør i sin rapport, diskutere de viktige prinsipielle spørsmålene knyttet til den massive overvåkningen som enkelte samfunnsgrupper vil bli utsatt for. Hvor går grensen for hva vi som enkeltmennesker skal kunne akseptere av overvåkning og i hvilke situasjoner er det helt avgjørende at statlige organer ikke skal kunne overvåke det vi gjør. Det er for meg komplett uforståelig hvordan man kan foreslå et så radialt tiltak til regjeringen, uten å samtidig være helt tydelig på hvordan man tenker å sikre at for eksempel journalister og politiske partier ikke blir overvåkning. Vi har allerede eksempler i Norge på at film og fotomateriale fra journalister har blitt beslaglagt, noe jeg mener representerer nok en brutt barriere.

Vernesoner

Den økende graden av sentral digital overvåkning aktualiserer også behovet for «digitale vernesoner» hvor enkeltmennesker kan ferdes fritt. Konsekvensen ved å ikke ta denne diskusjonen er at en relativt liten gruppe mennesker i PST, E-tjenesten og politiet sitter med utrolig mye makt ved at veldig mange mennesker overvåkes.

Jeg er også meget kritisk til hvordan utvalget kan ta så lett på enkelte veldig viktige spørsmål. I rapporten står det for eksempel: «Hendelser har vist at det ikke er mulig å lage noen elektroniske systemer som er fullt ut sikre mot datainnbrudd. Reduksjon av risiko for at uvedkommende får tilgang til data og utstyr må derfor ha høy prioritet.» Med dette stadfester altså utvalget selv et kritisk problem uten at de adresserer mulige konsekvenser annet en overfladisk. Hva er faktisk konsekvensen hvis disse dataene skulle komme på avveie? Skulle man sammenlignet dette med verning av natur, vil det være som å foreslå bygging av et gasskraftverk på toppen av fuglefjellet ved Runde og bare nøye seg med å si at vi må være snill med Lundefuglene som hekker der.

Rapportens mangler

Etter å ha lest rapporten sitter jeg med noen helt grunnleggende spørsmål som jeg mener utvalgets rapport ikke berører i tilstrekkelig grad:

1. Har denne overvåkningen virkelig den ønskede effekten, altså å forhindre terror? Det finnes mange eksempler som viser at for eksempel «al Qaida», en organisasjon det vises til i rapporten, og andre terrororganisasjoner er relativt kompetente med tanke på å unngå å legge etter seg digitale spor. 
Det er også veldig mange eksempler på at etterretningen har fanget opp informasjon men ikke klart å sette inn tiltak i tide.

2. Hvordan sikrer vi at loven ikke utvides uten tilstrekkelig politisk behandling ettersom nye behov oppstår? Rapporten beskriver dette under punktet «formålsutglidning», og erfaringen fra for eksempel Sverige viser at nettopp denne typen utvidelser relativt raskt blir aktuelt. Rapporten konkluderer vagt med at ikke alle endringer er «feil», noe som i seg selv understreker min bekymring.

3. Hvordan sikrer vi at loven som regulerer overvåkningen faktisk følges. Ser vi på saker knyttet til politiets overvåkning av mennesker i straffesaker finner vi mange eksempler på at politiet på ingen måte følger de lovene som er satt i forbindelse med for eksempel sletting av data.

4. Hvordan sikrer vi full åpenhet rundt kontrollmekanismene knyttet til denne overvåkningen og enda viktigere hvordan sikrer vi at de politiske organene som skal kontrollere har tilstrekkelig kompetanse. Her beskriver rapporten en modell som noen ganger krever forhåndsgodkjenning av domstol mens man i andre tilfeller blir kontrollert i etterkant.

Det er mange dilemmaer når man først gir noen «alle fullmakter». Vi kan prøve å se for oss en situasjon hvor Stortinget gjennom sine kontrollorganer planlegger et ettersyn av E-tjenesten etter at de har bygget en stor organisasjon knyttet til denne massive overvåkningen. Hvordan kan da Stortinget være helt sikker på at de selv ikke blir overvåket av den samme institusjonen som de er satt til å kontrollere?

Relevant lenker:

https://www.regjeringen.no/globalassets/departementene/fd/dokumenter/lysne-ii-utvalgets-rapport-2016.pdf

http://www.digi.no/artikler/utvalg-gar-inn-for-overvaking-av-all-datatrafikk-ut-og-inn-av-norge/351200

 

Digital delingskultur løser problemet for lag og foreninger som kreves for penger etter bilde-tabbe på 17. mai

GoOpen.no -

Denne teksten ble også publisert på følgende nettaviser første uken i juni 2016: ItPro, Itromsø, Computerworld og Tidens krav.

Aftenposten skriver denne uken om Loddefjord idrettslag som brukte et bilde av det norske flagget i forbindelse med 17. mai uten å spørre fotografen om lov. Dette kostet dem dyrt, noe som er både trist og unødvendig ettersom det finns gode alternativer uten kostnad eller risiko for å havne i retten.

I en verden hvor det har blitt vanlig å dele bilder både på sosiale medier og egne nettsider er det viktig å være bevisst på konsekvensene av å bruke et bilde med copyright uten tillatelse fra opphavsmannen. Dette fikk Loddefjord idrettslag smertelig erfaring med i forbindelse med årets 17. mai-feiring. Etter at de brukte et bilde tatt av fotograf Martine Petra Hoel måtte de punge ut med 5.000 kroner. Fana IL gjorde samme tabben og fikk en regning på 10.000 kroner. Det er mange lag og foreninger over hele landet som har havnet i samme situasjon.

Personlig mener jeg fotografen i dette tilfellet utnytter en utdatert lov og krever en alt for høy sum basert på at noen har gjort en liten tabbe. Det er allikevel lag og foreninger selv som ansvaret her, selv om det er helt unødvendig av dem å sette seg i denne knipen. Det gledelige er nemlig at det finnes en veldig enkel løsningen på problemet. Den digitale delingskulturen er i dag godt utviklet. Denne delingskulturen bygger på at bilder og andre kilder blir underlagt det som kalles en fri lisens.

Den mest brukte av disse er Creative Commons. Denne lisensen gir alle som ønsker det lov til å gjenbruke bilder, film og tekst uten å spørre om lov, men under gitte forutsetninger. Tillatelsen for å gjenbruke har opphavsmannen gitt på forhånd ved å bruke denne lisensen. Denne globale delingskulturen drives frem av frivillige bidragsytere som nettopp ønsker at deres bilder, filmer eller tekster skal kunne gjenbrukes av andre. Nettsider som Wikipedia og Pixabay.com tilbyr i dag et stort antall bilder av høy kvalitet under forskjellige frie lisenser.

Ser man for eksempel etter et bilde av det norske flagget på Wikipedia vil man blant annet finne et bilde tatt av fotografen Hans-Petter Fjeld. Hans-Petter er en av mange frivillig som gjør en fantastisk jobb for å sørge for at den norske versjonen av Wikipedia har denne typen bilder.

Foto: Hans Petter Fjeld, CC BY-SA 2.5

Jeg jobber til daglig i Nasjonal Digital Læringsarena (NDLA) som er et fylkeskommunal samarbeid for å utvikle digitale læringsressurser for videregående opplæring. For oss er den digitale delingskulturen en del av vår strategi. Dette betyr i praksis at vi deler det vi selv utvikler av innhold under en fri lisens, samtidig som vi gjerne gjenbruker bilder som andre har delt.

Når vi i redaksjonen hos NDLA trengte et bilde av et flagg til en av våre artikler brukte vi det tidligere nevnte bildet fra Wikipedia som Hans-Petter har delt. For Loddefjord idrettslag eller Fana IL ville det vært helt gratis og fritt å bruke det samme bildet – helt uten risiko for å havne i retten eller motta en stor faktura i posten.

Think Big, Start Small, Move Fast: cyfrowa strategia w zmieniającym się świecie

European Open EDU Policy Project -

Zapraszamy na wykład Michaela P. Edsona i warsztat z jego udziałem w sobotę 11 czerwca 2016.

Otwarty wykład

Michael Peter Edson był pierwszym dyrektorem działu do spraw Sieci i Strategii Nowych Mediów w Smithsonian Institution, obecnie zaś zajmuje się wspieraniem instytucji kultury, w tym zwłaszcza muzeów, w procesie wypracowywania strategicznego myślenia o wykorzystaniu technologii oraz projektowaniu rozwoju i przyszłości instytucji, z uwzględnieniem zmieniających się potrzeb użytkowników.

Podczas swojego wykładu podzieli się doświadczeniem zgromadzonym w pracy nad tworzeniem strategii cyfrowych oraz opowie o własnym przepisie na to, jak mądrze i sposób zrównoważony przenieść swoją instytucję w przyszłość.

Zapraszamy 11 czerwca na godzinę 17.00 w Muzeum Warszawskiej Pragi. Warsztat

Tego samego dnia, w sobotę odbędzie się warsztat z Michaelem Edsonem, na który zapraszamy pracowników instytucji kultury. Jeśli chcesz wziąć w nim udział, zgłoś się wypełniając formularz: http://bit.ly/1t0MrUe Liczba miejsc ograniczona. Na zgłoszenia czekamy do wtorku 7 czerwca.

Jak strategicznie myśleć o wykorzystywaniu nowych technologii w instytucjach kultury? Co mogą nam dać technologie, działania labowe i otwartość zasobów? Podczas warsztatu będziemy wspólnie pracować nad tym, w jaki sposób strategie cyfrowe, polityki otwartości, (media)laby oraz narzędzia partycypacyjne (np. angażowanie odbiorców w proces kuratorowania treści) mogą pomóc w realizacji misji i strategii instytucji.

Organizatorzy zapewniają napoje i przekąski.

Formularz rejestracyjny znajduje się tutaj: http://bit.ly/1t0MrUe

 

Warsztat odbędzie się 11 czerwca w godzinach 11.00-14.00 w PaństwoMiasto.

 

Michael Edson jest wizjonerem zajmującym się cyfrową transformacją w sektorze kultury. Był pierwszym dyrektorem działu do spraw Sieci i Strategii Nowych Mediów w Smithsonian Institute, a obecnie jest zastępcą dyrektora i szefem działu cyfrowego Muzeum Narodów Zjednoczonych (UN Live Museum for Humanity), nowej instytucji, która ma mieć swą siedzibę w Kopenhadze w Danii i innych miejscach na całym świecie. Michael jest również zasłużonym członkiem prezydium Rady Bibliotek i Informacji Naukowej (CLIR) w USA i członkiem rady doradczej OpenGLAM (Gallery, Library, Archive and Museum) przy Open Knowledge Foundation. Jest pomysłodawcą inicjatywy Openlab Workshop, która działa na rzecz przyspieszenia zmianw sektorze GLAM i wzmocnienia ich efektów. Należy także do grona absolwentów O’Reilly Foo Camp. Magazyn Washingtonian określił go mianem „Tytana Technologii”.

Więcej informacji: michaelpeteredson.wikispaces.com

Wykład organizowany jest we współpracy z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, które jest organizatorem i gospodarzem konferencji „Jewish Cultural Heritage. Projects, Methods, Inspirations”, która odbywa się w dniach 8-10 czerwca 2016 w Warszawie.
☛ Program konferencji dostępny jest tutaj: http://www.polin.pl/pl/oferta-edukacyjna-konferencja-zydowskie-dziedzictwo-kulturowe/program
☛ Strona wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/561716057321144/
Podczas konferencji Michael P. Edson wygłosił także otwarty wykład pt. „Ciemna materia – rola internetu w społeczeństwie a przyszłość instytucji pamięci”.
Szczegółowe informacje o wykładzie i sesji prezentacji, która mu towarzyszy dostępne są tutaj: http://www.polin.pl/sites/default/files/ksiega_abstaktow_i_program_konferencji_30_05-2016.pdf

The conference in POLIN Museum is supported from the Norway and EEA Grants by Iceland, Liechtenstein and Norway.

Stanowisko w konsultacjach publicznych w zakresie prawa pokrewnego wydawców i prawa panoramy

European Open EDU Policy Project -

Centrum Cyfrowe wraz z innymi organizacjami i instytucjami przedstawiło swoje stanowisko w konsultacjach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego  dotyczących prawa panoramyprawa pokrewnego wydawców.

 

Chcemy, żeby projekty takie jak Wikipedia nadal działały i aby każdy mógł publikować zdjęcia z wakacji. Powiedzieliśmy TAK prawu panoramy. Chcemy, żeby internet nadal oparty był na wymianie linków, agregaty informacji istniały i żeby bez obaw można było polecać swoje ulubione artykuły znajomym przez portale społecznościowe. Powiedzieliśmy NIE prawu pokrewnemu wydawców. W odpowiedzi na nasz apel stanowiska wsparły (niektóre podmioty podpisały się tylko pod jednym stanowiskiem):

Centrum Edukacji Obywatelskiej 
Fundacja Culture Shock
Fundacja Humanites
Internet Society (ISOC) Polska 
Instytut Kultury Miejskiej 
Ośrodek Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie
Stowarzyszenie Muzeów Uczelnianych
Wikimedia Polska

Prawo panoramy

Polska zdecydowała się na wprowadzenie wyjątku na rzecz panoramy w art. 33 pkt 1 prawa autorskiego. Przepis ten stanowi, że dozwolone jest rozpowszechnianie utworów wystawionych na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, co ma niebagatelne znaczenie dla  obiektów architektonicznych, utworów z zakresu sztuk plastycznych, czy szeroko rozumianego street-artu. Dzięki powołanemu przepisowi dozwolone jest ich fotografowanie i innego rodzaju rozpowszechnianie (np. w internecie).

Tak by wyglądał Plac Zamkowy, gdyby w Polsce nie był dopuszczony dozwolony użytek wolności panoramy, CC BY SA, https://commons.wikimedia.org/wiki/Commons:Freedom_of_Panorama_2015/pl#/media/File:Warsaw_Royal_Castle_2008_no_FoP_censored.JPG

Dość szeroki zakres uprawnień wynikających z przepisu (szczególnie na tle regulacji dozwolonego użytku panoramy w innych państwach członkowskich) bywa czasami konfrontowany z pytaniami natury praktycznej. Przykładowo, przepis w żaden sposób nie mówi o utworach odtwarzanych (a tylko “wystawionych”) – stąd wątpliwość czy można go stosować również do takich elementów jak neony czy telebimy. Nie zmienia to jednak faktu, że sama regulacja może być przykładem dobrej implementacji dyrektywy do prawa krajowego. Istotne jest to, że w porównaniu z innymi krajami polskie prawo daje dużo większą pewność i swobodę w korzystaniu z utworów, bez widocznego uszczerbku dla sytuacji twórców.

Wprowadzenie wolności panoramy, ograniczonej jedynie do działalności niekomercyjnej, tak naprawdę stworzy przepis “martwy”. W dzisiejszych cyfrowych czasach niemożliwe jest określenie, czy treść stworzona przez użytkownika (user generated content) ma charakter komercyjny czy niekomercyjny. Jeśli zdjęcia wykonuje znany fotograf na zamówienie dużej europejskiej firmy wydającej przewodniki po Europie, nie ma wątpliwości, że działanie takie można zakwalifikować jako działalność komercyjną. Co w przypadku, gdy zdjęcia wykona we Włoszech turystka z Francji, która opublikuje te zdjęcia jako pamiątkę z wakacji w serwisie społecznościowym? Czy fakt, że umowa z tym serwisem umożliwia administratorowi komercyjne wykorzystanie tych zdjęć powoduje, że autorka powinna ubiegać się o zgodę właścicieli praw? I czy bloger, który umieszcza takie odwzorowania na swoim blogu, gdzie wyświetlane są reklamy również powinien taką zgodę uzyskać? Wreszcie,trudnym pytaniem jest status prawny zdjęć ślubnych w malowniczej części miasta? Fotograf, który tworzy pamiątkę z ważnego prywatnie dnia w życiu dwojga ludzi, robi to przecież w celu zarobkowym. Nasza odpowiedź na powyższe pytanie wynika więc głównie z faktu, że nawet z pozoru niekomercyjne działania mogą być wyłączone na gruncie sformułowania “użytek niekomercyjny” proponowane jako warunek legalności wolności panoramy. Każda tego rodzaju bariera sprawia, że regulacja prawna będzie albo martwa, albo paraliżująca normalne korzystanie z utworów.

Ograniczenie prawa do panoramy nie jest tylko po prostu jeszcze jednym wzmocnieniem posiadaczy praw autorskich w walce z wykorzystaniem owoców ich twórczości. W rzeczywistości bowiem odwzorowania budynków i innych dzieł istniejących w przestrzeni publicznej ma marginalne znaczenie dla ich twórców. Ograniczenie tych możliwości jest za to niezwykle szkodliwym w swej istocie ciosem w europejską tożsamość. Tożsamość, która opiera się na głębokiej kulturowej refleksji nad przestrzenią publiczną oraz na publicznej dyskusji nad jej kształtem i przeobrażeniami. Co więcej, możliwość fotografowania i udostępniania zdjęć przestrzeni publicznej wpływa pozytywnie na wolność słowa, debatę publiczną, czy jakość edukacji kulturalnej.

Prawo pokrewne wydawców

Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców  nie rozwiąże głównych problemów, z jakim boryka się system ochrony praw autorskich w Europie. tj. zbytniego rozbudowania systemu uniemożliwiającego przestrzegania prawa przez użytkowników bez przygotowania prawnego. Nie istnieją również żadne dane potwierdzające teorię, że nowe uprawnienie rozwiąże problemy ekonomiczne, z jakimi boryka się rynek wydawniczy. Wiele problemów rynku wydawniczego bierze się ze zmieniających się relacji między popytem, podażą, kosztami i ceną.

Prawdopodobne wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców będzie miało porównywalne rezultaty do wprowadzenia praw producentów fonogramów, nadawców, prawa wydawców pierwszych wydań, wydań naukowych i krytycznych. Każda z tych regulacji sprawiła, że utrudnione zostało korzystanie z utworów przez użytkowników, a prawo stało się jeszcze mniej zrozumiałe. Prawa te ograniczają działalność w interesie publicznym w obszarze edukacji, nauki i kultury oraz skutkują zawłaszczaniem utworów z domeny publicznej. Sprzeciwiamy się dalszemu rozszerzaniu katalogu praw autorskich przy braku zwiększenia uprawnień użytkowników i pewności prawnej całego systemu.

Zwracamy również ponownie uwagę na negatywny wpływ jakie prawo pokrewne wydawców będzie miało na otwartą kulturę i wiedzę. Poprzez przyznanie dodatkowych uprawnień na rzecz wydawców zawłaszczona zostanie domena publiczna – wydawcy będą mogli licencjonować treści, co do których każdy powinien mieć swobodny i nieograniczony dostęp. Również system otwartych licencji zostanie zagrożony – pomimo udostępnienia treści przez autora na otwartej licencji wydawca będzie mógł licencjonować artykuły przez niego wydane.

Nie można zapominać, że linkowanie (a wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców ograniczy łatwość i pewność prawną linkowania do treści wydawców) to nie tylko podstawa funkcjonowania wielu modeli biznesowych, ale przede wszystkim podstawa funkcjonowania internetu który umożliwia wielu ludziom dostęp do informacji i wiedzy. Linkowanie to również podstawa działania wielu projektów społecznościowych służących budowaniu społeczeństwa opartego na wiedzy, takich jak np. Wikipedia. Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców utrudni funkcjonowanie takich inicjatyw.

Uważamy, że prawo autorskie nie powinno regulować użytku de minimis utworów chronionych prawem autorskim. Takim użytkiem jest właśnie wykorzystywanie fragmentów artykułów prasowych – gdzie wykorzystanie oznacza niewielki procent części samego utworu (najczęściej tytuł i kilka lub kilkanaście pierwszych słów). Sam fakt że możliwe jest licencjonowanie każdej treści nie oznacza, że rozwiązanie takie jest zasadne i realnie wykonalne.

 

 

Council of the European Union calls for full open access to scientific research by 2020

Creativecommons.org -

Science! by Alexandro Lacadena, CC BY-NC-ND 2.0

A few weeks ago we wrote about how the European Union is pushing ahead its support for open access to EU-funded scientific research and data. Today at the meeting of the Council of the European Union, the Council reinforced the commitment to making all scientific articles and data openly accessible and reusable by 2020. In its communication, the Council offered several conclusions on the transition towards an open science system:

  • ACKNOWLEDGES that open science has the potential to increase the quality, impact and benefits of science and to accelerate advancement of knowledge by making it more reliable, more efficient and accurate, better understandable by society and responsive to societal challenges, and has the potential to enable growth and innovation through reuse of scientific results by all stakeholders at all levels of society, and ultimately contribute to growth and competitiveness of Europe;
  • INVITES the Commission and the Member States to explore legal possibilities for measures in this respect and promote the use of licensing models, such as Creative Commons, for scientific publications and research data sets;
  • WELCOMES open access to scientific publications as the option by default for publishing the results of publicly funded research;
  • AGREES to further promote the mainstreaming of open access to scientific publications by continuing to support a transition to immediate open access as the default by 2020;
  • ENCOURAGES the Member States, the Commission and stakeholders to set optimal reuse of research data as the point of departure, whilst recognising the needs for different access regimes because of Intellectual Property Rights, personal data protection and confidentiality, security concerns, as well as global economic competitiveness and other legitimate interests.

You can read the rest of the conclusions here. Crucially, the Council said that “open access to scientific publications” will be interpreted as being aligned to the definition laid out in the Budapest Open Access Initiative: free availability on the public internet, permitting any users to read, download, copy, distribute, print, search, or link to the full texts of these articles, crawl them for indexing, pass them as data to software, or use them for any other lawful purpose, without financial, legal, or technical barriers. The only constraint on reproduction and distribution, and the only role for copyright in this domain, should be to give authors control over the integrity of their work and the right to be properly acknowledged and cited.

The post Council of the European Union calls for full open access to scientific research by 2020 appeared first on Creative Commons blog.

Uruguayan rights holders seek to roll back progressive copyright reform

Creativecommons.org -

Law, by Woody Hibbard, CC BY 2.0

Uruguay is in the process of updating its copyright law, and in April a bill was preliminarily approved in the Senate. The law introduces changes that would benefit students, librarians, researchers, and the general public by legalizing commonplace digital practices, adding orphan works exceptions, and removing criminal penalties for minor copyright infringements. University students were the original proponents of the limitations and exceptions bill.

But after its initial approval, collecting societies and publishers created a stir in the media to roll back the bill. And yesterday, a document was released that outlines the views of the author’s collecting society (AGADU), the organization representing book publishers (CUL), and the university students (FEUU).

According to CC Uruguay, these organizations have come to an “agreement” that would remove or modify many of the positive portions of the bill. The changes would have far-reaching negative consequences for users, educational institutions, libraries, and the public. They include:

  • Eliminating the exception that permits copying for personal use. This could make illegal everyday practices such as making personal backups or format-shifting legally-acquired content.
  • Retaining the possibility for criminal penalties for minor infringements. This could mean that users that are technically infringing but who do not create any financial harm to the author could still be liable for monetary damages of up to 45,000 US Dollars, or even imprisonment. This could include harmless, widespread social practices like downloading files without intent to distribute or profit from them. However, it should be noted that the existing Senate bill recommends that such matters be handled via civil—not criminal—law.
  • Drastically limiting the scope of exceptions and limitations for education. Their recommendations seek to eliminate the ability for teachers to make translations or adaptations of copyrighted works within their educational institutions. For those uses that are permitted, they want to restrict the scope of the exemption to cover only reproducing short portions (up to 30 pages) of textbooks and “educational materials”. And the organizations say that only public educational entities should be able to take advantage of the copyright exception. Private and community educational institutions would be excluded. However, the current Senate bill is more supportive of exceptions and limitations for education. It permits both translations and adaptations of copyrighted works within educational institutions. It also does not discriminate against private and community institutions. Furthermore, the Senate version does not limit reproductions to only “educational materials”. This is important in order to take into account the wide variety of resources that are necessary for instruction in higher education today, but which might not fit with a traditional definition of “educational.” For example, music students need access to musical works, and many other subject areas need to be able access and use fragments of literary, scientific, and philosophical works. Finally, the Senate bill does not impose an arbitrary page limit for how much of a copyrighted work may be reproduced. Instead, it allows for greater flexibility in how much may be used; if there is a dispute, a judge will be able to assess whether the use was reasonable—taking into account the specific context of the educational use.
  • Adding severe restrictions on libraries. The recommendations seek to permit public lending only for written works. This would mean that it would restrict the public lending of musical, audiovisual, and photographic works. The Senate bill already legalizes the public lending of software.The coalition suggests that the law should be changed from permitting public lending for nonprofit purposes to to lending “whose activities do not directly or indirectly involve any commercial purpose”. This change could further restricting the ability for libraries to lend materials.Furthermore, reproductions of copyrighted works made by libraries at the request of a user would also be subject to the arbitrary 30-page limit. Finally, the Senate bill allows libraries to make a copy of a work for replacement purposes when the work is no longer available at a reasonable market price. The group of organizations suggesting the changes wants to eliminate this provision.
  • Enacting restrictions on freedom of panorama. The Senate bill legalizes a broad freedom of panorama—which means that anyone is permitted to draw, photograph, film, or create 3D models of architectural works, monuments, and works of arts exhibited permanently in public places. However, the coalition wants to restrict freedom of panorama for only non-commercial uses. This would mean that photographers, filmmakers, or artists who want to market their own works containing public monuments and architecture would be violating the law if they didn’t get permission from the rightsholder in the underlying work.

CC Uruguay believes that the recommended changes would be harmful for users, educational institutions, libraries, and the public. The changes would eliminate two of the most important protections in the Senate reform bill: the decriminalization of non-commercial infringement, and personal-use copying. The changes would also severely restrict other exceptions and limitations to copyright, including those for education, library lending, and freedom of panorama.

Their document recommends scaling back most of the user-friendly provisions in the bill, cuts other items that were drafted by the Council of Copyright in the Ministry of Education and Culture—and which already received unanimous political support by all parties in the Senate.

CC Uruguay thinks that Senate policymakers should view these recommended changes as only one voice among many stakeholders. Decisionmakers must also take into account the diversity of voices from educational institutions, libraries, and civil society organizations. The laws regulating access to creativity and culture should support the needs and interests of the public, and should be reached through a broad and democratic debate among all stakeholders.

The post Uruguayan rights holders seek to roll back progressive copyright reform appeared first on Creative Commons blog.

Twój głos się liczy: wolność panoramy i prawo pokrewne wydawców

European Open EDU Policy Project -

Trwa debata nad kształtem reformy europejskiego prawa autorskiego. Komisja Europejska zdecydowała się na konsultacje publiczne dotyczące dwóch zagadnień: prawa panoramy i prawa pokrewnego wydawców. Obie kwestie są niezwykle ważne z perspektywy zasad funkcjonowania internetu i praw użytkowników. Chcesz żeby projekty takie jak Wikipedia nadal działały i aby każdy mógł publikować zdjęcia z wakacji? Powiedz TAK prawu panoramy. Chcesz żeby internet nadal oparty był na wymianie linków, agregaty informacji istniały i żeby bez obaw można było polecać swoje ulubione artykuły znajomym przez portale społecznościowe? Powiedz NIE prawu pokrewnemu wydawców.

Nestor Lacle, CC-BY, https://www.flickr.com/photos/nestorlacle/463281104

 

Rząd Polski również pracuje nad stanowiskiem, które przedstawi Komisji. Chcemy, aby głos Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego był progresywny i wspierający rozwój społeczeństwa opartego na wiedzy. Szczególnie, że polskie przepisy dotyczące prawa panoramy mogą być wzorcowe dla całej Europy.

Poniżej prezentujemy nasze stanowiska w konsultacjach prowadzonych przez MKiDN, wraz z krótkim ich uzasadnieniem.

Zapraszamy wszystkie chętne organizacje, instytucje i firmy do podpisania przygotowanych przez nas stanowisk. Dokumenty zostaną przekazane Ministerstwu 31 maja. Na zgłoszenia chętnych podmiotów czekamy do 30 maja – piszcie na adres nmileszyk[at]centrumcyfrowe.pl.

 

Zachęcamy Was również do wyrażenia swojego zdania poprzez stronę youcan.fixcopyright.eu. Znajdziecie na niej porady, jak wypełnić formularz Komisji tak, by poprzeć progresywną reformę prawa autorskiego.

Prawo pokrewne wydawców

Stanowisko które przekażemy Ministerstwu  można przeczytać tutaj.

 

Prawo pokrewne (ancillary copyright) umożliwiłoby wydawcom zarabianie na wykorzystywaniu krótkich fragmentów tekstu przez agregatory wiadomości, wyszukiwarki i być może inne podmioty, które gromadzą i udostępniają linki do artykułów wydawców. Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców  nie rozwiąże problemów, z jakim boryka się system ochrony praw autorskich w Europie. 

Nie istnieją również żadne dane potwierdzające nadzieje wydawców, że nowe uprawnienie rozwiąże problemy ekonomiczne, z jakimi boryka się rynek wydawniczy. Wiele problemów rynku wydawniczego bierze się ze zmieniających się relacji między popytem, podażą, kosztami i ceną. Nie da się ich rozwiązać komplikując prawo autorskie. Sprzeciwiamy się więc wprowadzaniu kolejnych form monopolu prawnoautorskiego, bez należytych dowodów i analizy strat i zysków.

6 powodów dla których dodatkowe uprawnienia wydawców ograniczają dostępność treści w internecie

Prawo pokrewne wydawców będzie też miało negatywny wpływ na otwartą kulturę i wiedzę. Przyznanie dodatkowych uprawnień na rzecz wydawców może spowodować zawłaszczenie domeny publicznej – wydawcy będą mogli licencjonować treści, co do których każdy powinien mieć swobodny i nieograniczony dostęp. Również system otwartych licencji zostanie zagrożony – pomimo udostępnienia treści przez autora na otwartej licencji wydawca będzie mógł licencjonować artykuły przez niego wydane.

Nie można zapominać, że linkowanie (a wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców ograniczy łatwość i pewność prawną linkowania do treści wydawców) to podstawa funkcjonowania internetu. Bez możliwości linkowania internet traci swoją hipertekstualność.  Linkowanie to również podstawa działania wielu projektów społecznościowych służących budowaniu społeczeństwa opartego na wiedzy, takich jak np. Wikipedia. Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców utrudni funkcjonowanie takich inicjatyw.

Wolność panoramy

Stanowisko które przekażemy Ministerstwu  można przeczytać tutaj.

Tak by wyglądał Plac Zamkowy, gdyby w Polsce nie był dopuszczony dozwolony użytek wolności panoramy, CC BY SA, https://commons.wikimedia.org/wiki/Commons:Freedom_of_Panorama_2015/pl#/media/File:Warsaw_Royal_Castle_2008_no_FoP_censored.JPG

 

Wolność panoramy jako dozwolony użytek w prawie autorskim dopuszcza wykorzystanie zdjęć obiektów umieszczonych w przestrzeni publicznej (np. budynków, rzeźb, street-artu) bez konieczności uzyskania zgody ich twórców lub właścicieli. Taki kształt ma prawo panoramy w Polsce.

Komisja Europejska rozważa wprowadzenie na poziomie europejskim dużo słabszego wyjątku, zezwalającego wyłącznie niekomercyjnego wykorzystania utworów. Przepis ten będzie miał zastosowanie jedynie do bardzo wąskiego kręgu zastosowań i nie zapewni niezbędnych praw użytkownikom.

Prawo panoramy – 4 powody, dla których jest ważne

Ograniczenie prawa do panoramy nie jest tylko jeszcze jednym sposobem wzmocnienia pozycji posiadaczy praw autorskich. W rzeczywistości bowiem odwzorowania budynków i innych dzieł istniejących w przestrzeni publicznej ma marginalne znaczenie dla ich twórców. Ograniczenie tych możliwości jest za to niezwykle szkodliwym w swej istocie ciosem w europejską tożsamość, która bazuje również na dziedzictwie kulturowym i wspólnej przestrzeni publicznej.

Easing Discovery: A New Website for PLOS

Plos -

PLOS has a history of moving forward on initiatives designed to benefit diverse stakeholders, from authors, reviewers, editors and librarians to policy makers, educators and the general public. Delivering the best content to the appropriate audience is challenging and our previous website was simply not up to the task. PLOS is excited to announce that the clean design and user-friendly experience recently brought to PLOS Journals, PLOS Collections and PLOS’ new submission system for PLOS Biology authors, Aperta, is in place on the organization’s umbrella website and homepage, www.plos.org.

In all of these endeavors, the PLOS Product and Technology teams provide tools that allow quick and easy content updates, enabling PLOS Communications to be as agile as PLOS Journals in delivering fresh content to visitors of PLOS.org on a weekly basis. Read “A New Front Door for PLOS” by Molly Sharp, PLOS Senior Product Manager, to learn more about development of the organization’s new website, truly designed to be a front door to PLOS—from Who We Are and Core Principles to PLOS Publications, Tracking Impact and tips for a Successful Submission.

Advanced search technology provides visitors to PLOS.org easy search across all PLOS content with one click, and from the PLOS homepage Publications menu, readers can easily browse the thousands of articles in PLOS Journals, PLOS Collections and PLOS Currents.

Those interested in learning about PLOS Innovations – past, current and future – can look to Learn Where We’re Headed from the new iconography on the homepage that runs throughout the website, and those wanting a bit more detail on how PLOS works with the broader community to improve the author experience, researcher recognition or data sharing can jump directly from the Blog menu item to The Official PLOS Blog. The PLOS Blog Network has been given more prominence on the publication page; with more than 2 million readers PLOS BLOGS provides a forum for authors, scientific leaders and early career researchers to articulate and communicate their thoughts on current research and issues of interest to the broad scientific community.

To understand the discovery, enrichment and educational benefits of Open Access journals, the Why Open Access page provides a jumping off point to information on the HowOpenIsIt?® Open Access Spectrum guide, downloadable resources, general license and Research Councils UK policy information related to publishing in Open Access journals. New Get Involved! and Advocacy pages provide a range of opportunities and information on how researchers can help move Open Access forward and what PLOS itself is doing in this area.

While publishing more than 165,000 articles (2003-2015) PLOS continues to transform research communication as we accelerate the time from discovery to publication, expand the means by which scientist share their ideas, use technology and the Internet to empower researchers and work to open the restrictions on credit to authors, reviewers and editors. The PLOS homepage Spotlight section is a place where readers can look to stay informed on these and other developments and the Featured Articles section offers quick access to the week’s article of interest from each journal’s homepage. Visit PLOS.org regularly to stay up to date on the latest research and the ongoing dialogue around the work, learn about opportunities to meet PLOS editors and gain a breadth of perspective on topics related to advancing science communication and the ongoing ripples of new initiatives at PLOS.

6 powodów dla których dodatkowe uprawnienia wydawców ograniczają dostępność treści w internecie

European Open EDU Policy Project -

Komisja Europejska pyta o sensowność wprowadzenia prawa pokrewnego wydawców – dodatkowej ochrony interesów majątkowych wydawców, która miałaby im się należeć od pośredników przekazujących ich treści czytelnikom.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego czeka na opinie do 31 maja, a Komisja Europejska do 15 czerwca.

Pomysł na prawo pokrewne (ancillary copyright) wziął się stąd, że wydawcy uważają, że tracą zyski na masowym linkowaniu przez pośredników. Twierdzą oni, że odbiorcy artykułów i innych treści rzadziej odwiedzają źródłowe strony jeśli mogą zorientować się w zawartości artykułu na stronie pośrednika. Nie oglądają tym samym reklam i nie płacą za dostęp.

Do tej pory w Unii Europejskiej wprowadzono przepisy dotyczące prawa pokrewnego wydawców w Hiszpanii i Niemczech. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że wprowadzenie tych rozwiązań miało negatywny wpływ na różnorodność treści dostępnych w internecie.

Oto 6 powodów, dla których prawa pokrewne wydawców przyniosą więcej szkody niż pożytku:

 

  1. Internet bez linkowania oznacza martwe prawo – albo martwy internet

Linkowanie to podstawa funkcjonowania internetu, która umożliwia dostęp do informacji i wiedzy, a co ważniejsze, wzajemne przenikanie się i powiązania między rozmaitymi treściami. Internet bez linkowania traci swoją hipertekstualność. Linkowanie to również podstawa działania wielu projektów społecznościowych służących budowaniu społeczeństwa opartego na wiedzy, takich jak np. Wikipedia. Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców utrudni funkcjonowanie takich inicjatyw. Dodatkowo nowe uprawnienie spowoduje, że każde linkowanie do treści wydawców bez uzyskania zgody będzie mogło stanowić naruszenie prawa autorskiego. Taka sytuacja budzi kontrowersje ze względu na odpowiedzialność użytkowników za zamieszczane przez nich treści. Linkowanie jest jedną z podstawowych czynności podejmowanych w cyfrowym świecie i zmiana takiego wzorca zachowania jest praktycznie niemożliwa. W efekcie powstanie prawo, którego użytkownicy internetu z założenia nie będą przestrzegać.

 

autor nieznany, domena publiczna, http://hdl.handle.net/10934/RM0001.COLLECT.524391

 

  1. Wprowadzanie nowych praw autorskich nie rozwiązuje systemowych problemów

Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców  nie rozwiąże głównego problemu, z jakim boryka się system ochrony praw autorskich w Europie. Problemem tym jest nazbyt rozbudowany system, który uniemożliwia użytkownikom przestrzeganie prawa jeśli nie posiadają wiedzy prawniczej.

Nie istnieją również żadne dane potwierdzające nadzieje wydawców, że nowe uprawnienie rozwiąże problemy ekonomiczne, z jakimi boryka się rynek wydawniczy. Wiele problemów rynku wydawniczego bierze się ze zmieniających się relacji między popytem, podażą, kosztami i ceną. Nie da się ich rozwiązać komplikując prawo autorskie i wprowadzając nowe uprawnienia.

 

  1. Ograniczenie wolności wypowiedzi i wymiany informacji

Doświadczenia z prawem pokrewnym wydawców w Hiszpanii i Niemczech pokazują, że wydawcy chcą wykorzystywać nowe prawa do ograniczania działalności innych podmiotów, takich jak wyszukiwarki internetowe czy agregaty wiadomości (w Hiszpanii kilka małych podmiotów musiało zaprzestać działalności). Jest to możliwe, gdyż linkowanie do publikacji wydawców jest uwarunkowane zgodą posiadaczy praw lub zależy od uiszczenia opłaty licencyjnej (dlatego takie prawo nazywane jest „podatkiem od linków”). Z tego powodu prawo pokrewne wydawców ogranicza swobodę wypowiedzi w internecie wpływając na funkcjonowanie podmiotów, które dostarczają wiedzę i informację użytkownikom.

 

  1. Prawo pokrewne wydawców nie przewiduje otwartości

Wydawcy często korzystają w swoich publikacjach z materiałów znajdujących się w domenie publicznej, albo udostępnionych przez autorów na wolnych licencjach. System prawa pokrewnego wydawców nie przewiduje rozróżnienia treści ze względu na ich prawnoautorski status – oznacza to, że wydawcy będą mogli licencjonować swoje publikacje zawierające zarówno utwory z domeny publicznej, jak i te udostępnione na wolnych licencjach. Przykład hiszpański pokazał, że jest to systemowe zagrożenie dla otwartości i dostępności kultury i twórczości.

Więcej o prawie pokrewnym wydawców można przeczytać na blogu Communii.

 

  1. Zagrożenie dla małych i średnich wydawców

Ograniczenie możliwości swobodnego linkowania w sieci szczególnie uderzy w małych i średnich wydawców. Każdorazowe udostępnianie danej treści będzie musiało być oddzielnie negocjowane/licencjonowane. System taki będzie wspierał dużych wydawców, mających do zaoferowania wiele treści, a wpłynie negatywnie na pozycję rynkową wydawnictw małych i specjalistycznych – linkujący pośrednicy nie będą zainteresowani uzyskiwaniem licencji od małych podmiotów.

Dane z Hiszpanii pokazują, że ruch internetowy uzyskiwany przez wydawców z agregatorów wiadomości obniżył się z 14% do 6% po wprowadzeniu opłat. Prawo pokrewne wydawców szczególnie uderza w tych z nich, którzy oparli swój model biznesowy na dystrybucji treści online.

 

  1. Negatywny wpływ na naukę

Naukowcy w swojej pracy często wykorzystują materiały udostępnione w internecie. Wprowadzenie prawa pokrewnego wydawców to utrudni, bo przy mniejszej swobodzie linkowania treści, utrudnione zostanie swobodne indeksowanie i agregowanie  repozytoriów publikacji i danych badawczych.  Co więcej, wprowadzenie nowego prawa pokrewnego może zniechęcić naukowców i badaczy do korzystania z innowacyjnych metod pozyskiwania danych, takich jak maszynowa analiza danych i tekstu (text and data mining).

Controversy: A Recap of the copyright issues surrounding Prince’s estate

Creativecommons.org -

Prince performing in Brussels during the Hit N Run Tour in 1986, CC-by-2.0

Today at Copyright On!, Britton Payne discussed the unique copyright situation surrounding Prince’s estate. This potentially long and bitter battle could shape the future of music copyright to come. Prince fought a number of legendary copyright battles, which makes this current fight over the ownership of his works particularly interesting.
As Payne writes, “Prince was a tireless advocate of his rights as an artist, using copyright law to control and protect his artistic footprint, even when it seemed like it would cost him more than it would gain. For different reasons, it appears that more contentious exploration of copyright law will continue to be part of his legacy.”

The tl;dr of Payne’s post: I Feel for You (I think I want my copyright back): The termination of transfer law After 35 years, artists can reclaim copyright from the copyright holder, which essentially gives them another “bite at the apple” to control their own work. While this law was created to protect artists in 1978 (coincidentally the year Prince’s first album was released), there has been little guidance on the execution of this law.

Prince reworked his contract with Warner Brothers in 2014 to regain access to his early back catalog, which resets the clock on this law. However, every year more of Prince’s back catalog will be up for termination of transfer law, which means that his estate can gain ownership of an increasing number of works, and by extension, control the money that continues to pour in from his most popular titles.

How come U don’t call (a lawyer) anymore: Prince didn’t leave a will

Prince’s will has yet to be found, which means that several conflicting laws surrounding his unpublished back catalog are coming into effect. Because he also left no living heirs, his estate and copyright is now in the hands of his sister, Tyka Nelson, and his five recognized half siblings. (More than 700 people have claimed to be Prince’s half-siblings, but none are recognized by the courts.)

However, siblings cannot execute termination of transfer unless they are the “administrator” of the estate. The title of “administrator” is currently in the hands of a “court appointed ‘special administrator’” called the Bremer Trust. In six months, a more permanent administrator will be found (possibly Tyka, Prince’s sister.)

My name is Prince, but also Joey Coco, Alexander Nevermind, and Jamie Starr

Prince collaborated with many artists and also wrote music under a series of pseudonyms including Alexander Nevermind, Joey Coco, and Jamie Starr. These collaborations as well as his “works made for hire” are covered by different copyright statutes than his solo composed music. There are several issues complicating these works:

  • Many of his co-authors are deceased
  • Pseudonymous works have a longer copyright statute than works written under Prince’s own name
  • Prince’s “works made for hire” are covered by different copyright law than his other work

In short, Prince wrote thousands of songs, many of them unpublished, jointly published, written for other artists, or written for hire, and hundreds of them are potentially affected by different copyright laws.

The Beautiful One(s): The PRINCE act and post mortem rights of publicity A new act in Minnesota may protect Prince’s likeness for the next 50 years. This act, called “Personal Rights in Names Can Endure”(PRINCE) will keep Prince’s likeness in the hands of his estate. This precedent will be the first to protect deceased celebrities to limit commercial rights to his likeness, so be sure to hang on to your vintage Purple Rain t-shirt. (It’s worth noting that Prince never endorsed merchandising in his lifetime, so most of the apparel floating around the Web is bootleg.) Tonight we’re gonna party like it’s 2086

In 2086, most of Prince’s works will enter the public domain. Copyright law has been progressively expanded to protect the rights of artists, so any changes to the law will likely benefit his heirs.

Prince’s music in the public domain seems like a long way off, but imagine the next generation discovering this video, and it all seems pretty worth it.

Read more at Copyright On!

The post Controversy: A Recap of the copyright issues surrounding Prince’s estate appeared first on Creative Commons blog.

Prawo panoramy – 4 powody, dla których jest ważne

European Open EDU Policy Project -

Komisja Europejska w trwających konsultacjach pyta nie tylko o prawa pokrewne wydawców, ale też o prawo panoramy. Uważamy, że reforma unijnego prawa autorskiego powinna wprowadzić dozwolony użytek prawa panoramy zarówno dla komercyjnego jak i niekomercyjnego wykorzystania .

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego czeka na opinie do 31 maja, a Komisja Europejska do 15 czerwca.

Wolność panoramy jako dozwolony użytek w prawie autorskim dopuszcza wykorzystanie zdjęć obiektów umieszczonych w przestrzeni publicznej (np. budynków, rzeźb, street-artu) bez konieczności uzyskania zgody ich twórców lub właścicieli.

Widok Warszawy od strony Pragi, Canaletto, domena publiczna

 

Dlaczego prawo panoramy dotyczące zarówno komercyjnego jak i niekomercyjnego wykorzystania jest ważne dla obywateli Europy?

1. Panorama jest niezbywalnym elementem europejskiego dziedzictwa kulturowego

Wolność panoramy jest ważna przede wszystkim ze względu na dostęp do europejskiego dziedzictwa kulturowego. Przestrzeń publiczna jest  dobrem wspólnym. Każdy powinien mieć prawo obejrzenia  placów, ulic, parków  bez względu na to,  czy ma możliwość fizycznego dotarcia do tego konkretnego miejsca. Dostęp do zdjęć architektury i rzeźb jest również niezbędny w edukacji artystycznej i w kształtowaniu poczucia estetyki. Wolność panoramy jest niezbywalnym elementem kultury europejskiej – trudno sobie wyobrazić europejską sztukę bez dzieł pokazujących panoramy miast z różnych okresów w dziejach. Jeśli zależy nam na żywotności i trwałości naszej kultury, musimy chronić wolność panoramy tak samo, jak chronimy wolność słowa i debaty publicznej.

2. Brak harmonizacji prawa utrudnia jego przestrzeganie

W różnych krajach europejskich zdecydowano się na różne regulacje dotyczące prawa panoramy. Polska, Niemcy, Wielka Brytania wprowadziły szeroki dozwolony użytek, a Francja i Włochy w ogóle nie przewidują takiego wyjątku.

Jeśli chcemy przestrzegać prawa autorskiego w zakresie prawa panoramy i publikowania zdjęcia przez nas zrobionych, musimy poznać dokładnie ustawodawstwo każdego kraju, do którego jedziemy. Jest to bardzo trudne zadanie – brak harmonizacji prawa panoramy utrudnia jego przestrzeganie. Reforma unijna powinna przede wszystkim zapewnić ramy prawne, które będą możliwe do przestrzegania i szanowania w cyfrowej rzeczywistości.

Mapa pokazująca zakres dozwolonego użytku wolności panoramy w Europie: ciemnozielony – wolność panoramy dozwolona w szerokim zakresie, jasnozielony – można publikować jedynie fotografie budynków, żółty – fotografie można wykorzystywać tylko w celach niekomercyjnych, czerwony – brak dozwolonego użytku wolności panoramy, CC-BY SA, https://en.wikipedia.org/wiki/Freedom_of_panorama#/media/File:Freedom_of_Panorama_in_Europe_NC.svg

 

3. Zdjęcia miast są elementem życia codziennego milonów Europejczyków

W cyfrowej rzeczywistości każdy może robić zdjęcia oraz się nimi dzielić. Podróżujemy, zwiedzamy, odwiedzamy znajomych i rodzinę na całym świecie – chcemy, aby wszystkie te chwile były uwiecznione. Robienie zdjęć stało się naturalne. Zdjęcia udostępniamy także w sieciach społecznościowych, takich jak Wikimedia czy Otwarte Zabytki. Wiele europejskich firm również buduje swój model biznesowy na wykorzystywaniu zdjęć. Brak prawa panoramy umożliwiającego wszystkie te zastosowania po prostu nie odpowiada na potrzeby współczesnych użytkowników internetu.

4. Dozwolony użytek powinien być jak najmniej ograniczony

Ostatnio zagadnieniem prawa panoramy zajmował się szwedzki Sąd Najwyższy, który uznał że prawo panoramy dotyczy tylko analogowego wykorzystania zdjęć, a nie cyfrowego. Po tej decyzji Wikimedia nie może bez ograniczeń publikować zdjęć przestrzeni publicznej. a przepis dotyczący prawa panoramy stał się “martwy” w cyfrowej rzeczywistości. Wprowadzenie wolności panoramy, ograniczonej jedynie do działalności niekomercyjnej, tak naprawdę również stworzy przepis, który będzie miał zastosowanie jedynie w bardzo nielicznej grupie przypadków. W dzisiejszych czasach niemożliwe bywa stwierdzenie, czy to co tworzy  użytkownik ma charakter komercyjny czy niekomercyjny. Czy fakt, że zdjęcia zamieszczone są na portalu utrzymującym się z reklam, oznacza, że są one wykorzystywane komercyjnie? A Wikimedia – można przecież wpłacić pieniądze i wesprzeć Fundację?

 W środę 25 maja opublikujemy artykuł o tym, co możesz zrobić by wesprzeć wolność panoramy.

Prawo panoramy – dyskusja w Unii Europejskiej – kalendarium
  1. Styczeń 2015 – Julia Reda prezentuje w Parlamencie Europejskim wstępny raport nt. reformy prawa autorskiego – obligatoryjny wyjątek prawa panoramy jest jednym z jej postulatów (#16).
  2. Maj 2015 – Jean-Marie Cavada zgłasza poprawkę – w przypadku komercyjnego wykorzystania prawa panoramy autorzy utworów z przestrzeni publicznej powinni wyrazić zgodę.
  3. Czerwiec 2015 – ponad pół miliona obywateli podpisuje się pod petycją, żeby nie ograniczać prawo panoramy tylko do niekomercyjnego wykorzystania.
  4. 9 lipca 2015 – Parlament Europejski przyjmuje rezolucję w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym – poprawka Cavady nie zostaje przyjęta.
  5. 9 grudnia 2015 – Komunikat Komisji Europejskiej “W kierunku nowoczesnych, bardziej europejskich ram prawa autorskiego” COM (2015) 626 final –  Komisja “analizuje warianty i rozważy wniesienie wniosków legislacyjnych dotyczących unijnych wyjątków po to by doprecyzować obecnie istniejący wyjątek pozwalający na wykorzystanie utworów, które zostały wykonane w celu ostatecznego usytuowania w przestrzeni publicznej”.
  6. 15 czerwca 2016 – do tego dnia Komisja Europejska czeka na odpowiedzi w ramach konsultacji publicznych dotyczących prawa panoramy

#happybdaybassel

Creativecommons.org -

Bassel Khartabil, CC by 2.0

On May 22nd, more than four years after his detention and six months after his disappearance, Bassel Khartabil (Arabic: باسل خرطبيل‎) will turn 35 years old. Bassel’s imprisonment by the Assad regime is a brutal human rights violation and the continued lack of answers about his fate is a hindrance to the fight for free information in the Middle East and beyond. While Creative Commons has been actively involved in the Free Bassel Campaign since the beginning, Bassel’s rumored death sentence makes today’s call to action particularly pressing.

As Lawrence Lessig wrote in 2012, “We distract ourselves with a million other things, but distraction doesn’t change reality: thousands have died; thousands more are being held; tyranny still lives.”

Bassel Khartabil is a Palestinian-Syrian Free Software and Free Culture activist and project lead for Creative Commons Syria. Bassel’s work on Mozilla Firefox, Wikipedia, Fabricatorz, and other open culture projects with his research company Aiki Labs has been credited by the European Parliament with “opening up the Internet in Syria and vastly extending online access and knowledge to the Syrian people.” Shortly after his detention, Bassel was named one of the top 100 global thinkers by Foreign Policy for “insisting, against all odds, on a peaceful Syrian revolution.”

This weekend, we’re joining with his friends around the world to continue to demand his immediate return to life as a free global citizen.

Take action at the Free Bassel campaign website.

The post #happybdaybassel appeared first on Creative Commons blog.

The true pioneers of the sharing economy

GoOpen.no -

The real sharing economy is not about renting out your apartment on Airbnb or offering your services as a taxi driver on Uber. These are both good services but it would be completely wrong to label them as pioneers of the sharing economy.

The true pioneers would be the technological sharing culture with projects like Linux, Wikipedia, Github and Open Street map. The communities that developed the Internet in the 90s and the important work by the free software movement in the 80s built the foundation for one of the largest paradigme shifts in history. The Creative Commons movement that has grown strong over the last 10 years has also played an important role in creating a strong sharing economy.

If one were to look for companies that can be called pioneers in the sharing economy it would have to be Amazon, Google and Redhat.

People like Richard Stallman, Tim Berners-Lee, Lawrence Lessig and Håkon W. Lie are pioneers of the sharing economy trough significant contributions that deserve to be mentioned.

Creative Commons: Remix from Creative Commons on Vimeo.

Don’t let California lock down public access to government works

Creativecommons.org -

If you’re a California resident, act now! Send a message to your state representatives telling them to uphold free, open access to California government works. 

Front of California State Capitol, by David Fulmer, CC BY 2.0

Unencumbered access to public sector information is central to a well-functioning democratic system. And if our government entities believe that transparency, collaboration, and public participation are civic goals worth supporting, then the public should be able to enjoy free and open access to taxpayer-funded government resources.

In February, California introduced a bill that would permit state and local government agencies “to own, license, and, if it deems it appropriate, formally register intellectual property it creates or otherwise acquires.” The law would control access to public sector information developed in California. The bill, called AB 2880, is currently moving through the state assembly. Its origin rests partly in a trademark dispute between the U.S. federal government and a third-party contractor at Yosemite National Park. AB 2880 was introduced to clarify the intellectual property rights held by the state of California.

Most of the intellectual property developed as a result of public funding in the state of California is in the public domain due to the state’s progressive copyright policy. This means that anyone may share and re-use the work of government agencies without having to ask permission or worry about infringing anyone’s copyright.

In its policy analysis of the proposed law, the state attempts to dismiss criticism by pointing out that AB 2880 wouldn’t interfere with individuals accessing information through a California Public Records Act request. While freedom of information requests are an important mechanism to ensure the public’s right to access government records, it’s not a viable or efficient technique for sharing a vast majority of the information the public should have access to by default. And, according to EFF, asking citizens to rely on records requests for access to publicly sector information is not a solution because California would still be able to regulate downstream uses of those materials:

“by explicitly reserving all of the exclusive rights given to a copyright holder, the state and local governments keeps extraordinary powers to restrain the ability for a citizen to distribute documents they obtain through a CPRA request.”

With changes in law and funding requirements, public sector bodies are switching the default from closed to open. Efforts such as Project Open Data, the agency-wide U.S. Department of Labor open licensing policy, the EU’s Horizon 2020 research program, and national level open licensing frameworks for public sector information in Australia and New Zealand are only a few examples.

In its own summary of the bill, the state specifically acknowledged the concern that “allowing state ownership of intellectual property might restrict the dissemination of information.” California should remove this bill from the legislative docket, or amend it in such a way that guarantees that the public is granted free and open access to government funded works.

If you’re a California resident, act now! Send a message to your state representatives telling them to uphold free, open access to California government works. 

The post Don’t let California lock down public access to government works appeared first on Creative Commons blog.

More than 40% of the global population does not have access to an education in a language they speak or understand

GoOpen.no -

Quality education should be delivered in the language spoken at home. However, this minimum standard is not met for hundreds of millions, limiting their ability to develop foundations for learning. By one estimate, as much as 40% of the global population does not have access to an education in a language they speak or understand (Walter and Benson, 2012).

A great part of the world’s learning content is written in English or in major languages in the industrial world. We don’t know the exact shares for the most-used languages when it comes to learning related content in particular, but it’s reasonable to assume this to be proximately equal to the most-used languages on the Internet as a whole.

As of 2015, 55.5 percent of all web content was in English, followed by the next four most-used world languages Russian, German, Japanese and Spanish, adding up to an additional 21.5 percent. Compared to this, the lack of digital resources is striking for languages like Swahili, Bangla or Hindi which are mother tongue or commonly spoken languages for an estimated 60+, 200+ and 500+ million respectively.

Kserokopia #36 (4-17 maja)

European Open EDU Policy Project -

W tym numerze Kserokopii piszemy zarówno o kwestiach z Polski (ustawa antyterrorystyczna, odpowiedzialność dyscyplinarna za copyright trolling czy konferencja w Senacie nt. prawa autorskiego), ale też o sprawach z areny międzynarodowej: kolejnych konsultacjach Komisji Europejskiej dotyczących reformy prawa autorskiego, dyskusji o potrzebie reformy ochrony własności intelektualnej w Australii czy wyroku w sprawie odpowiedzialności pośredników z Włoch. Ponadto zachęcamy do lektury inspirujących tekstów o tym, kto jest twórcą w XXI wieku i jak otwartość może nam pomóc pokonać raka.

Kolejne konsultacje Komisji Europejskiej

W ramach trwających prac nad Jednolitym Rynkiem Cyfrowym Komisja Europejska pyta tym razem o wolność panoramy i prawa pokrewne wydawców. O ile pierwszemu mówimy zdecydowane TAK, to drugiemu się zdecydowanie sprzeciwiamy. Dlaczego? Możecie o tym przeczytać na naszym blogu i w artykułach stowarzyszenia Communia. Zachęcamy do wzięcia udziału w konsultacjach – na stronie youcanfixcopyright znajduje się przewodnik po konsultacjach w języku polskim.

Ustawa antyterrorystycza

Temat nie dotyczy bezpośrednio prawa autorskiego, ale modelu funkcjonowania internetu – więc jest dla nas bardzo ważny. W projekcie ustawy antyterrorystycznej, której pierwsze czytanie będzie miało najprawdopodobniej miejsce dzisiaj, znajduje się zapis o możliwości zablokowania danych informatycznych do 5 dni, bez decyzji sądu. Naszym zdaniem jest co najmniej 7 powodów, dla których ten pomysł jest po prostu groźny. Wraz z innymi organizacjami zabraliśmy również głos w debacie na temat projektu ustawy w kontekście wolności słowa.

O prawie autorskim w Senacie

W ubiegły piątek w Senacie odbyła się konferencja “Prawo autorskie XXI wieku”. Na sali dyskutowali przedstawiciele różnych środowisk, którzy byli zgodni co do jednego – prawo autorskie nie jest dostosowane do cyfrowej rzeczywistości. Potrzebna jest zmiana systemu opłat z tytułu kopiowania prywatnego. Wnioski z debaty zaprezentowano na portalu  wgospodarce.pl.  

Kolejne zamieszanie wokół domeny publicznej

90 lat po pierwszym publicznym przedstawieniu w Paryżu Bolero Maurice Ravela przeszło do domeny publicznej. Jednakże SACEM, francuska organizacja zbiorowego zarządu, próbuje udowodnić że utwór powstał we współautorstwie z choreografem i scenografem, tak aby wydłużyć ochronę majątkowych praw autorskich o 20 lat.  

Thème A du Bolero de Maurice Ravel, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Bolero_maurice_ravel.png

 

 

Kto posiada prawa autorskie w XXI wieku?

Polecamy tekst z bloga policy Mozilli na temat tego, kto jest uprawnionym z tytułu praw autorskich w XXI wieku. Oczywiście odpowiedź jest prosta – każdy z nas. Dlatego też mylące jest stwierdzenie, że wszyscy uprawnieni popierają zaostrzenie prawa autorskiego.

Odpowiedzialność pośredników – jednak nie tak jednolicie

Wydawać by się mogło, że przepisy dotyczące odpowiedzialności pośredników są ujodnolicone dzięki dyrektywie e-commerce. Jednak co chwilę jakiś sąd krajowy wydaje zaskakujące decyzje, tak jak ostatni wyrok z Włoch. Sąd stwierdził, że skarga o naruszenie prawa autorskiego w ramach procedury notice and take down do pośrednika nie musi zawierać adresu URL strony.

Copyright trolling

Dziennik Internautów od dawna zwraca uwagę na zjawisko copyright trollingu. Tym razem w artykule Marcin Maj prezentuje kwestię postępowań dyscyplinarnych w ramach etyki zawodowej adwokatów i radców prawnych.

Otwartość a rak?

Od dawna pokazujemy zalety otwartości – w nauce niewątpliwie otwartość wspiera innowacyjne i odkrycia. Ryan Merkley, szef Creative Commons udowadnia, że dzięki otwartej nauce możliwa jest walka z rakiem. Zachęcamy do lektury inspirującego artykułu “Four things we can do now to unlock the cure for cancer”.

Prawo autorskie a wyszukiwarka grafik Google

Serwis Getty Images poinformował o wystosowaniu kolejnej skargi na Google do Komisji Europejskiej. Tym razem sprawa dotyczy naruszeń prawa autorskiego w kontekście antytrustowym  – po kliknięciu w obrazek w obrazkowej wyszukiwarce Google użytkownik widzi jego powiększoną wersję na ciemnoszarym tle. Getty Images uważa, że ten model uderzył w tysiące twórców z całego świata – użytkownik mający dostęp do obrazka w dużej rozdzielczości nie będzie zainteresowany odwiedzaniem strony twórcy. Więcej o sprawie pisze Dziennik Internautówthe Guardian.

Reforma prawa autorskiego – nie tylko w Europie

W Autralii, po opublikowaniu raportu nt. właśności intelektualnej, trwa debata o potrzebnych zmianach. Wyraźnie słyszalnymi głosami są te, wzywające do szeroko zakrojonego dozwolonego użytku oraz dopuszczenia eksploracji danych.

 

Prawo pokrewne, pomocnicze prawo autorskie dla wydawców prasy, podatek od linków: zły pomysł niezależnie od nazwy

European Open EDU Policy Project -

Artykuł autorstwa Paula Kellera został opublikowany na blogu Stowarzyszenia Communia 12 maja 2016.

Komisja Europejska przeprowadza obecnie konsultacje publiczne na temat roli wydawców w łańcuchu wartości praw pokrewnych oraz wolności panoramy. Dzisiaj rozpoczynamy krótką serię postów, w których będziemy przedstawiać problemy związane z nowym prawem autorskim dla wydawców i wyjaśniać, dlaczego pełna wolność panoramy powinna zostać zapewniona każdemu w UE. Niniejszy artykuł dotyczy tego, dlaczego nowe uprawnienia majątkowe dla wydawców są złym pomysłem.

 

Krótka historia praw pokrewnych w Europie

COMMUNIA od dawna ma krytyczne nastawienie do prób wprowadzenia dodatkowych praw dla wydawców prasy (zbiór poprzednich postów jest dostępny tutaj).

Prawo pokrewne, pomocnicze prawo autorskie dla wydawców prasy (ancillary copyright) umożliwiłoby wydawcom zarabianie na wykorzystywaniu krótkich fragmentów tekstu przez agregatory wiadomości, wyszukiwarki i być może inne mechanizmy, które gromadzą i udostępniają linki do artykułów wydawców (stąd nazwa: podatek od linków).

Takie rozwiązanie po raz pierwszy pojawiło się w Niemczech, a następnie zostało ono zaimplementowane do hiszpańskiego prawa autorskiego. Jest dobrze udokumentowane, że w obu przypadkach wprowadzenie tych nowych praw nie doprowadziło do osiągnięcia celów ich zwolenników.

autor nieznany, domena publiczna, http://hdl.handle.net/10934/RM0001.COLLECT.524391

 

 

Mimo to wydawcy nadal dążą do tego, aby takie prawo zostało uchwalone na skalę europejską. Pomysł ten nie pojawił się w strategii Komisji dotyczącej jednolitego rynku cyfrowego, jednakże komisarz Oettinger nie ukrywał swojego poparcia dla niego i dał jasno do zrozumienia, że pomysł może zostać podchwycony w każdej chwili.

W czasie debaty parlamentarnej na temat raportu Redy próby włączenia nowego prawa dla wydawców zostały przegłosowane większością głosów. Niezależnie od wyraźnego odrzucenia pomysłu przez Parlament Europejski Komisja wyraźnie wypowiadała się na temat wprowadzenia nowego prawa w ubiegłorocznym grudniowym komunikacie na temat modernizacji ram prawa autorskiego w UE:

Celem będzie zapewnienie, aby podmioty, które przyczyniają się do tworzenia tych wartości, miały możliwość w pełni ustalić swoje prawa, przyczyniając się tym samym do sprawiedliwego podziału tej wartości i do odpowiedniego wynagrodzenia treści chronionych prawami autorskimi na internetowym polu eksploatacji.

Rozpoczynając bieżące konsultacje, Komisja dała wyraźnie do zrozumienia, że jej celem jest wypełnienie tej różnicy w wartości poprzez przyznanie wydawcom dodatkowych praw na terenie UE. Jest to ogromne zwycięstwo wydawców, którzy nie szczędzili wysiłków, lobbując w kuluarach za takim obrotem spraw. Ich ścisłe zaangażowanie w ten proces jest doskonale widoczne w fakcie, że udało im się uruchomić realizację dedykowanej kampanii internetowej zaledwie kilka godzin po tym, jak Komisja rozpoczęła konsultacje. Konsultacje Komisji nie zawierają zbyt wielu szczegółów na temat praw pokrewnych dla wydawców, natomiast publishinersrights.eu jest tak pewny swojego wpływu na Komisję, że wyjaśnia, co Komisja zaproponuje po zakończeniu swoich negocjacji (podkreślenie nasze):

Prawo wydawcy, zgodnie z tym, co proponuje Komisja Europejska w ramach konsultacji ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, jest prawem, którego celem będzie ochrona prawa autorskiego publikacji prasowej jako takiej, w przeciwieństwie do prawa autorskiego dotyczącego pojedynczego artykułu. Prawo to będzie dotyczyło przedruku, komunikowania szerokiemu gronu odbiorców oraz dystrybucji publikacji.

Jeżeli chodzi o pytanie dlaczego wydawcy potrzebują dodatkowej ochrony (są już przecież objęci ochroną prawnoautorską), wydawcy są mniej rozmowni. Sugerują, że należą im się prawa pokrewne, ponieważ prawa pokrewne nadawców, jak również producentów filmowych i muzycznych też są chronione.

Argumenty przeciwko dodatkowym prawom wydawców

COMMUNIA, Centrum Cyfrowe i inne podmioty zajmujące się domeną publiczną i dostępem do kultury uważają, że przyznanie dodatkowych praw jest problematyczne. Problemem związanym z prawem autorskim nie jest to, że praw jest zbyt mało, ale to, że praw jest zbyt dużo, ich zakres jest zbyt szeroki, a zasięg czasowy zbyt odległy. Truizmem jest twierdzenie, że zakres dzisiejszego prawa autorskiego nie ma odniesienia do ekonomicznej żywotności większości wytworów kultury. Przyjęcie praw pokrewnych dla wydawców prasowych jest problematyczne z poniższych powodów:

  • Ustalanie statusu prawnoautorskiego publikacji stanie się jeszcze trudniejsze, jeżeli dodatkowe prawa będą musiały zostać ustalone, zanim dzieło będzie mogło być wykorzystywane. Ten problem jest ogólnie uznany i negatywnie wpływa na wszystkich rodzajów użytkowników, w tym instytucje dziedzictwa kulturowego, badaczy, start-upy i użytkowników końcowych. Tworzenie dodatkowych praw, które wymagają ustalania, spowoduje jeszcze większe utrudnienia dla wszystkich tych grup (nawet jeżeli utrudnienia takie będą mniejsze dla większych graczy o ustalonej pozycji na rynku, którzy mogą sobie pozwolić na poniesienie kosztów związanych z ustalaniem praw).
  • Doświadczenia z prawami pokrewnymi dla wydawców w Hiszpanii i Niemczech pokazują, że wydawcy chcą wykorzystywać takie nowe prawa do ograniczania działalności innych podmiotów bądź zarabiania na tym, że inne podmioty mogą opatrywać linki do treści publikowanych krótkim tekstem – czasami składającym się z zaledwie 8 słów (większość tytułów jest jednak dłuższa). To w sposób oczywisty sprawia, że linkowanie do publikowanej treści jest uwarunkowane zgodą posiadaczy praw (lub zależy od uiszczenia opłaty licencyjnej, dlatego takie prawa nazywane są „podatkiem od linków”) i ogranicza swobodę wypowiedzi w internecie.
  • Pomimo że wielu wydawców lobbuje za wprowadzeniem takiego prawa, nie wszyscy są tego samego zdania. Niektórzy wydawcy profesjonalni uważają, że opodatkowanie linków, które przenoszą czytelników na ich strony, jest wbrew ich interesom biznesowym. Ponadto blogerzy, publikujący w otwartym dostępie i inni autorzy, którym zależy na jak najszerszym rozpowszechnieniu ich treści, nie skorzystają na prawach pokrewnych. Wprowadzenie nowego prawa negatywnie wpłynie na ich modele biznesowe, tak jak to stało się w Hiszpanii, gdzie prawo wydawcy nie podlega wyłączeniu.

Jasnym powinno być, że tworzenie dodatkowego prawa autorskiego dla wydawców nie stanowi dobrego sposobu na rozwiązanie problemów, z którymi mierzą się wydawcy w środowisku cyfrowym. Prawo to będzie mogło być wykorzystane do ograniczania działalności bądź czerpania korzyści finansowych z działalności, które dzisiaj nie są ograniczone prawem autorskim. W konsekwencji taki krok może powodować olbrzymie szkody towarzyszące związane z dostępem do informacji, swobodą wypowiedzi i innowacją w biznesie. Jeżeli nieefektywne, ale nigdy nieuchylone prawo unijne dotyczące baz danych jest jakąkolwiek wskazówką, nowe prawo dla wydawców może być nieodwracalne, nawet jeżeli oczekiwane pozytywne skutki nie nastąpią. Raz przyznane prawa bardzo trudno odebrać, a korzystanie z takiego niedopracowanego narzędzia w dynamicznym środowisku, jakim jest internet, byłoby niepoważne.

Niefortunnym jest, że dodatkowe prawa dla wydawców stały się dla Komisji jednym z zadań, które sobie wyznaczyła w ramach modernizowania prawa autorskiego. Jednakże trwające konsultacje publiczne dają nam możliwość przedstawienia naszego punktu widzenia i wyrażenia sprzeciwu. Mogą Państwo bezpośrednio odpowiedzieć na konsultacje na stronie Komisji lub za pośrednictwem łatwego w obsłudze narzędzia dostępnego na stronie youcan.fixcopyright.eu. Chcielibyśmy, aby Komisja zrozumiała, że modernizacja ram europejskiego prawa autorskiego nie może oznaczać wprowadzenia dodatkowych praw dla wydawców.

 

 

Konferencja „Cyfrowe wyzwania” coraz bliżej

European Open EDU Policy Project -

Konferencja CYFROWE WYZWANIA
Kompetencje cyfrowe
a uczestnictwo w kulturze 13 czerwca 2016 r.
Sala Balowa, Pałac Tyszkiewiczów-Potockich,
Krakowskie Przedmieście 32, Warszawa

Szczegółowy program konferencji

13 czerwca odbędzie się trzecia edycja konferencji „Cyfrowe wyzwania”. W tym roku chcemy przyjrzeć się przede wszystkim relacji pomiędzy kompetencjami cyfrowymi a uczestnictwem w kulturze. Interesuje nas zarówno perspektywa użytkownika, jak również twórcy i – w oczywisty sposób – problem edukacji cyfrowej. Ale to nie wszystko!

Podczas konferencji przedstawimy też wyniki naszego najnowszego badania, w którym sprawdzamy, jak dostępność mobilnych urządzeń ICT wiąże się z… czytaniem. Uzyskane przez nas wyniki pozwalają w interesujący sposób uzupełnić perspektywę badań czytelnictwa prowadzonych przez Bibliotekę Narodową czy Polską Izbę Książki, zarówno w zakresie wyników, jak również zastosowanej metodologii.  Szczegółowy program konferencji jest bardzo intensywny, więc jesteśmy przekonani, że będzie inspirująco i porywająco. 

Ramowy program konferencji

  • 10.00-10.10 – Otwarcie konferencji
  • 10.10-10.30 – Prezentacje wyników badań nt. czytelnictwa
  • 10.30-11.10 – Panel dyskusyjny: Jak czytają Polacy?, moderuje prof. Mirosław Filiciak
  • 11.10-13.00 Sesja 1: Cyfrowe praktyki kulturalne
  • 13.00-13.45 – Przerwa lunchowa
  • 13.45-15.30 Sesja 2: Przełączamy na cyfrową kulturę i sztukę – perspektywa pracowników i twórców kultury
  • 16.00-18.00 Sesja 3: Uczmy (się) kompetencji cyfrowych – kształcenie kompetencji cyfrowych
  •  18.00 – Zakończenie konferencji

Odpowiedzi na wszelkie pytania nt. konferencji można uzyskać pisząc na adres: cyfrowe.wyzwania@gmail.com 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Obserwatorium Kultury 2015, przy wsparciu Fundacji Orange, projekt pt. „Zmiany kultury czytelniczej w Polsce w kontekście upowszechnienia e-tekstów i urządzeń pozwalających z nich korzystać”.

Logo konferencji autorstwa OPEN COMMONS LINZ udostępnione na licencji Creative Commons.

Stanowisko Centrum Cyfrowego w sprawie blokowania stron internetowych

European Open EDU Policy Project -

Dotyczy projektu ustawy o działaniach antyterrorystycznych z 5 maja 2016 w zakresie blokowania danych informatycznych mających związek ze zdarzeniem terrorystycznym

We współczesnym świecie bezpieczeństwo musi być ważone wraz z innymi wartościami: wolnością słowa, prawem do prywatności, domniemaniem niewinności.  Przepisy kreujące infrastrukturę bezpieczeństwa muszą być precyzyjne, proporcjonalne, a przede wszystkim skuteczne. Skoro tworzą ograniczenia dla swobody ruchu czy wypowiedzi, jako społeczeństwo nie możemy pozwolić sobie na wdrażanie regulacji, które nie przynoszą dobrych rezultatów przy tego rodzaju ograniczeniach. Możliwość zablokowania dostępu do danych ponieważ mogą one mieć związek ze zdarzeniem terrorystycznym nie spełnia żadnego z warunków, które powinny być brane pod uwagę przy tworzeniu polityk bezpieczeństwa. Blokowanie jest łatwe do obejścia, nieskuteczne dla realizacji tak zdefiniowanego celu oraz otwiera możliwości nadużycia infrastruktury blokującej dla celów wykraczających poza oryginalny zamysł ustawodawcy.

 

Projekt ustawy antyterrorystycznej w zakresie blokowania danych informatycznych mających związek ze zdarzeniem terrorystycznym  budzi następujące zastrzeżenia:

1. Nieefektywność

Blokowanie treści w internecie nie usuwa ich trwale z sieci, a jedynie blokuje ich dostępność. W stosunku do treści o niskiej szkodliwości czy braku znamion przestępstwa jest to rozwiązanie nieproporcjonalne, a w stosunku do treści które są nielegalne nie rozwiązuje ono problemu ich ogólnej dostępności po czasie trwania blokady. Rozwiązanie to jest zarazem nazbyt restrykcyjne dla ogółu przypadków i nieskuteczne dla tych, które wymagają rzeczywistej interwencji organów ścigania. Jako takie nie realizuje celu ustawy i dlatego też nie powinno być narzędziem w walce z zagrożeniem terrorystycznym.

Blokowanie stron nie dosięgnie też ewentualnych treści o charakterze terrorystycznym, gdyż nie są one dostępne w miejscach, gdzie blokowanie treści mogłoby skutecznie zajść. Zdaniem twórców projektu proponowane rozwiązanie ma zapobiegać prowadzeniu działalności terrorystycznej przez organizacje terrorystyczne, szczególnie w kontekście instruktażu i kontaktowania się z członkami siatki terrorystycznej. Należy pamiętać, że treści udostępniane przez organizacje terrorystyczne rzadko dostępne są w tradycyjny sposób, o wiele częściej wykorzystywany jest tzw. darknet (inaczej deep net, poziom sieci niedostępny dla przeciętnego użytkownika, wymagający koszystania z określonych narzędzi i ustawień), który wymyka się krajowym regulacjom.

 

2. Niebezpieczny precedens

Mechanizm blokowania danych w internecie nie polega na usunięciu treści, a blokowaniu dostępu do nich poprzez filtrowanie zapytań o dostęp do danego adresu internetowego. Wprowadzenie takiego mechanizmu w przypadku jednego rodzaju danych, dodatkowo bez efektywnej kontroli sądowej, może skutkować chęcią blokowania różnych innych treści, np. pornograficznych czy hazardowych, ale także związanych z działalnością strażniczą czy aktywnością obywatelską polegającą na wyrażaniu sprzeciwu w debacie publicznej. Przepisy te tworzą podwaliny dla  cenzury prewencyjnej i będą miały negatywny wpływ na rozwój społeczeństwa informacyjnego.

 

3. Brak precyzyjnych definicji

Korzystanie z internetu, a przede wszystkim publikowanie,  jest formą korzystania z wolności słowa, gwarantowanej zarówno przez Konstytucję RP jak i Europejską Konwencję Praw Człowieka. Ewentualne ograniczenia tego konstytucyjnego prawa muszą spełniać zasady proporcjonalności, co nie ma miejsca w projekcie.

Po pierwsze, określenie “dane informatyczne” jest bardzo szerokie i może dotyczyć zarówno poszczególnych treści, jak i funkcjonowania całych portali internetowych, w tym również społecznościowych. W efekcie działanie Szefa ABW może doprowadzić do zablokowania protokołów, na których opierają się komunikatory (Facebook, Twitter) czy sieci anonimowej wymiany danych. Po drugie, żądanie Szefa ABW uzależnione jest tylko od związku danych z przestępstwem o charakterze terrorystycznym – definicja tego pojęcia jest również bardzo szeroka i niedookreślona. W proponowanym projekcie zarówno pojęcie “danych informatycznych” jak i “przestępstw o charakterze terrorystycznym” definiowane będzie przez Szefa ABW, przez co skutkować może szeroką kontrolą zarówno treści, jak i sposobu funkcjonowania internetu.

4. Brak adekwatnej kontroli sądowej

Jeśli ustawa wejdzie w życie, Szef ABW za zgodą prokuratora generalnego będzie mógł zablokować każdą treść dostepną w internecie, bez względu na jej charakter czy dostępność, biorąc pod uwagę jedynie dostrzeżone przez siebie  powiązanie ze zdarzeniem o charakterze terrorystycznym. W proponowanej regulacji następcza kontrolna sądowa jest przewidziana, jednak realnie będzie miała iluzoryczny charakter. Blokada dostępności danych informatycznych znoszona będzie w przypadku nieudzielenia przez sąd w terminie 5 dni zgody na zarządzenie zablokowania dostępności określonych danych informatycznych – biorąc pod uwagę dynamikę wymiany informacji we współczesnym świecie 5 dni oczekiwania na następczą kontrolę sądową ograniczy wolność słowa i zakłóci funkcjonowanie różnych form aktywności w internecie.

 

5. Brak kontradyktoryjności postępowania

Postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie, dotyczące zarówno zatwierdzenia żądania Szefa ABW, jak i przedłużenia blokowania danych informatycznych, może być zaskarżone wyłącznie przez Szefa ABW. Brak jest jakiejkolwiek konstradyktojności postępowania – zażalenia nie może złożyć zarówno osoba, której dane będą blokowane, ani też żaden inny podmiot działający w interesie społecznym. Narusza to zasadę równego traktowania stron postępowania poprzez uprzywilejowanie Szefa ABW.

Tyler Menezes, CC-BY-SA, https://www.flickr.com/photos/tylermenezes/2656043491

 

6. Brak transparentności blokowania danych

Ustawa nie przewiduje żadnych mechanizmów gwarantujących transparentność działań Szefa ABW. Osoba, której dane zostaną zablokowane, nie tylko nie zostanie poinformowana o podstawie prawnej czy ewentualnych zarzutach, ale nawet o samym fakcie zablokowania danych w internecie. Poza tym, poza następczą kontrolą sądową, nie przewidziano żadnych mechanizmów społecznej kontroli np. w postaci publikowania danych nt. blokowania na wniosek Szefa ABW.

 

7. Wprowadzenie niepewności prawnej dla przedsiębiorców działałających w internecie

Należy pamiętać, że internet to nie tylko środowisko komunikacji, ale również przestrzeń prowadzenia działałności biznesowej. Polska ma ambicje by być krajem wspierającym e-handel i e-usługi. Jednakże wprowadzenie rozwiązań przewidzianych w projekcie skutkować będzie brakiem pewności prawnej prowadzenia działałaności gospodarczej on-line – zablokowanie możlliwości prowadzenia biznesu nawet na 5 dni jest równoznaczne ze stratami, na które wiele firm nie może sobie pozwolić. Bez jasnych ram prawnych działalności w internecie, nowe firmy będą zakładanie za granicą, a nie w Polsce.

 

Sider

Abonner på creativecommons.no nyhetsinnsamler